Pokazywanie postów oznaczonych etykietą billy wilder. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą billy wilder. Pokaż wszystkie posty

Whisky, moja żono!




    "...Jednak tyś najlepszą z dam. Już mnie nie opuścisz. Nie, nie będę sam" śpiewał swego czasu Rysiek Riedel. Tragicznie zmarły wokalista zespołu "Dżem". Bohaterowie dzisiejszego artykułu żyją właśnie w myśl tej zasady, której wyznawanie często niesie ze sobą tragiczne konsekwencje i w szybkim czasie stacza człowieka na samo dno, z którego nie wszyscy potrafią się odbić. Dziś o alkoholu na ekranie, a mianowicie o walce z nim. Często przegranej.


Stracony weekend



        „Wyrzucam balast z mego balonu i mogę się wznieść, nagle wystaję ponad przeciętność, chodzę po linie nad wodospadem Niagara, jestem jednym z wielkich, jestem Michałem Aniołem odkuwającym brodę Mojżesza, Van Gogh’em malującym czyste światło słoneczne, jestem Jesse Jamesem i jego dwoma braćmi, jestem Szekspirem, a tu za progiem to nie jest trzecia aleja, to Nil, po którym płynie statek Kleopatra.’’ Takimi słowami główny bohater filmu Billy’ego Wildera „Stracony weekend”opisuje swój stan upojenia alkoholowego. Tematyka uzależnień czy to narkomani czy, jak w tym przypadku, alkoholizmu przewija się w kinie regularnie. Człowiek uwikłany w nałóg, walczący z samym sobą, z własnymi słabościami to obraz, który w pewien sposób intryguje, zaciekawia, ale przede wszystkim skłania do głębokich refleksji i nie pozostawia nas obojętnymi.